strefa smaku

Mój przepis na rosół

Jestem wielką fanką zup i równocześnie podchodzę do nich bardzo ostrożnie i wybrednie. Nie raz jedząc poza domem zdarzyło mi się, że czekałam z niecierpliwością na zamówioną zupę, a dostawałam proszek rozrobiony z wodą i na domiar złego z podejrzanie wyglądającymi dodatkami. Najgorzej sprawa się ma z rosołem, wydawałoby się, że sztandarową polską zupą. W rzeczywistości rosół powinien być aromatyczny i rozgrzewający. Niestety często nie ma smaku albo smakuje kostką rosołową. Zaryzykuję stwierdzeniem, że swój rosół doprowadziłam do wysokiego poziomu 🙂 Jest apetycznie złocisty, pachnący, smaczny i nie potrzebuje dodatków w postaci vegety, kostki rosołowej ani maggie. Nie potrafię podać Wam określonych proporcji, swoje zupy zawsze robię „na oko” i często coś w nich zmieniam. Dzisiejszy rosół mnie zadowolił, więc chętnie podzielę się przepisem:

WIN_20160620_153620.JPG

Mój dzisiejszy rosół (proporcje na 4-litrowy garnek):

2 filety z kurczaka (ok. 550g)
3 duże marchewki
2 korzenie pietruszki
plaster selera (ok 2cm grubości)
3 cebule
łupinki z cebuli
natka pietruszki
8 ziaren ziela angielskiego
5 liści laurowych
sól, pieprz

Dzięki takim proporcjom warzyw mój rosół ma korzenny, słodko-gorzki smak. Jeśli chcę, żeby był słodszy, daję więcej marchwi i mniej selera, albo dodaję więcej marchwi i w ogóle nie dodaję selera. Seler nadaje zupie ciekawszy posmak i wydaje mi się, że rosół z selerem bardziej rozgrzewa. Którąkolwiek opcję wybierzecie, najważniejsze, żeby Wasze warzywa miały smak i zapach.

Rozmrożone w lodówce filety zalewam zimną wodą butelkowaną, wstawiam garnek na gaz i przykrywam przykrywką. Pamiętajcie, żeby nie zalewać garnka do samej góry, muszą się w nim jeszcze zmieścić warzywa. Zalanie mięsa zimną wodą sprawia, że jego smak się w niej rozchodzi. Jeśli wrzucicie mięso do gorącej wody, smak mięsa się w nim zamknie i nie będzie go czuć w Waszym rosole.
Obieram marchew, selera i korzeń pietruszki, a potem kroję warzywa na paski i blanszuję (zalewam na 3 minuty gorącą wodą, a potem na 3 minuty na zimną). Blanszowanie warzyw sprawia, że zachowają w zupie swój smak i się nie rozpadną. Zdejmuję z cebuli wierzchnią łupinkę i wyrzucam. Następną brązową łupinkę zdejmuję ostrożnie, żeby się nie porwała, myję i odkładam na później. Łupinka wrzucona do rosołu nadaje mu piękny, złoto-brązowy kolor. Obraną cebulę opalam w całości na gazie, aż zmieni zapach. Dzięki temu cebula jest bardziej aromatyczna. Możecie też opalić cebulę na patelni lub bezpośrednio na płycie, jeśli jest czysta 🙂

Kiedy woda zaczyna się gotować, wrzucam do niej marchew, korzeń pietruszki, seler,cebulę i łupinki z cebuli. Wrzucam 8 ziaren ziela angielskiego i 5 liści laurowych. I znowu: wrzucenie warzyw i przypraw na gotującą się wodę sprawi, że „podzielą się” swoim smakiem z wodą. Jeśli wrzucimy warzywa na zimną wodę, ich smak się w nich zamknie.

Teraz przykręcam gaz najmocniej jak to tylko możliwe, żeby rosół przez cały czas delikatnie bulgotał. Daję mu 2 godziny i w tym czasie co chwilę sprawdzam, czy nie przestał bulgotać albo czy nie zalewa kuchenki. Rosół przez cały czas gotuję całkowicie pod przykryciem, żeby nie tracił aromatu.

10 minut przed końcem gotowania wrzucam natkę pietruszki. Nie wiem ile, ale jej nie żałuję. Najlepiej smakuje rosół, do którego dorzuca się lubczyk zamiast pietruszki, ale tego niestety nie miałam. Teraz jest czas na dodanie do zupy soli i pieprzu. Ilość zależy oczywiście od Waszych upodobań. Ja na taki duży garnek sypię około 1 łyżki soli. Pamiętajcie, że seler nadaje zupie lekko ostrego smaku, więc nie przesadźcie z ilością pieprzu!

Po wyłączeniu zupy zostawiam ją, żeby naciągnęła. Dlatego najczęściej robię rosół wieczorem, bo najlepszy jest następnego dnia. Kiedy  jest już zimny, zaczyna się najmniej przyjemna część gotowania, czyli grzebanie w zupie 🙂 Nie jestem fanką gotowanego selera i korzenia pietruszki, więc po prostu je wyrzucam. To samo robię z cebulą, łupinkami i częścią marchwi, jeśli jest jej za dużo, żebym mogła wszystko zjeść. Resztę marchwi zostawiam i podrzucam każdemu na talerz z rosołem. Część kurczaka rozdrabniam widelcem i znów wrzucam do zupy, a część wykorzystuję do innej potrawy, na przykład sosu, sałatki lub galarety. Przecedzoną zupę wstawiam do lodówki i mam obiad dla dwóch osób na dwa dni. Taki rosół najlepiej smakuje z domowym makaronem, który za każdym razem obiecuję sobie zrobić i zawsze kończy się na świderkach z torebki 🙂 Lubię też pić gorący rosół z kubka, bez żadnych dodatków.

Nie gotuję rosołu na całym kurczaku, ponieważ unikam tłuszczu, który znajduje się pod skórą. W moim rosole i tak pływają nieliczne oka, ale jeśli wolicie tłusty,  możecie oczywiście zrobić go na całym kurczaku. Rosół można też zrobić na kaczce, gęsi lub wołowinie, ma wtedy zupełnie inny smak i też jest wart spróbowania 🙂

Moje przepisy przechowuję na luźnych kartkach, często coś zmieniam i przepisuję do zeszytu dopiero wtedy, kiedy efekt mnie zadowala. Nawet wtedy nie uważam ich za dokończone, bo moim zdaniem najdrobniejszy szczegół może zmienić wyraz całej potrawy.

Mam nadzieję, że wypróbujecie mój przepis. Może rosół Wam posmakuje i wrócicie na mojego bloga po więcej 🙂 A może macie już własny przepis na idealny rosół? Czekam na komentarze 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s