strefa smaku

Przygoda z cukiernictwem, czyli tort urodzinowy

Mój mąż miał wczoraj urodziny. Obchodziliśmy je w weekend, bo weekend to weekend. Postanowiłam zrobić dla niego coś specjalnego na tę okazję. Myślałam, myślałam i wymyśliłam tort. Może mało specjalne, ale z serca, a to się liczy, prawda?!

Jak to rzeczy robione z sercem, tort był pracochłonny i czasochłonny. Najpierw musiałam się nauczyć piec biszkopt (próbowałam już kilka razy, ale nigdy mi nie wyszedł), więc we wtorek zrobiłam na próbę śmietanowca. Zadzwoniłam do mamy z prośbą o instrukcje (dzięki Mamo!), a potem poszukałam proporcji w internecie, bo tych mama nie była mi w stanie podać. Ostatecznie skorzystałam z tego przepisu hopsa! bo zapomniałam zważyć jajka i nie mogłam na tej podstawie ustalić wagi cukru i mąki.

Pierwszy raz w życiu wyszedł mi biszkopt!

Po wyjęciu go z piekarnika w ostatniej chwili powstrzymałam się przed rzuceniem go na podłogę, bo był w szklanym naczyniu.
Znacie to? Po upieczeniu rzuca się blachę z biszkoptem na podłogę z wysokości 20-30cm. Dzięki temu podobno nie opada 🙂

Szykowałam się na kolejne próby pieczenia biszkoptów, tym razem z jednego jajka, ale zawsze coś mi wypadało i w końcu do prób nie doszło. W piątek przystąpiłam do przyrządzania właściwego tortu. Znów skorzystałam z powyższego przepisu bo skoro raz wyszło, to nie chciałam kombinować w ostatniej chwili. Upiekłam torcik z czterech jajek w tortownicy o średnicy 20cm. Wyrósł, zrobił się żółciutki i apetyczny, wyjęłam go z piekarnika w odpowiednim momencie. Tym razem sobie rzuciłam, a co!

Po raz drugi w życiu wyszedł mi biszkopt!

Przepis na biszkopt:

4 jajka
80g cukru
90g mąki tortowej
30g mąki ziemniaczanej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

Umyłam jajka, rozbiłam, oddzieliłam żółtka od białek i wlałam do oddzielnych miseczek.
Wsypałam do żółtek proszek do pieczenia i wymieszałam.
Zostawiłam jajka na stole, żeby zagrzały się do temperatury pokojowej, bo wszystkie składniki na biszkopt powinny mieć taką samą temperaturę!
Ubiłam białka na sztywno, dodając co chwilę po łyżce cukru.
Wlałam żółtka do białek i zmiksowałam.
Stopniowo przesiałam mąkę do miski z masą, mieszając drewnianą łyżką.
Na dnie tortownicy położyłam krążek z papieru do pieczenia i posmarowałam go masłem.

Wlałam ciasto do tortownicy i wstawiłam ją do piekarnika rozgrzanego do 170°C. Mój biszkopt piekł się 35 minut. Po tym czasie sprawdziłam wykałaczką czy jest gotowy, wyjęłam go z piekarnika, oddzieliłam nożem brzeg biszkopta od tortownicy i rzuciłam nią o podłogę! 🙂

Kiedy biszkopt wystygł, przekroiłam go na 2 części. Przygotowałam dwa kremy: kakaowy i waniliowy.
Na pierwszy blacik nałożyłam krem kakaowy, w to poszły połówki malin i kolejna warstwa kremu. Tort z zewnątrz wysmarowałam kremem waniliowym i wygładziłam za pomocą packi cukierniczej z rączką, którą osobiście nazywam „żelazkiem do tortów”. Od dawna o czymś takim marzyłam, ale w Polsce widziałam tylko w sklepach internetowych (cena ok. 10zł). W Anglii można to kupić w każdym sklepie z akcesoriami kuchennymi za podobną cenę, więc wreszcie sobie sprawiłam. Niestety albo nie działa, albo ja nie umiem tego (jeszcze!) obsługiwać. Przypuszczam, że to drugie. Tort za bardzo wygładzony nie był, ale każda poprawka pogarszała jego stan, więc dałam sobie spokój. Na wierzchu ułożyłam całe owoce malin.

Przepisem na krem kakaowy się z Wami nie podzielę, bo jakiś  genialny nie wyszedł i moim zdaniem mogłoby go w ogóle nie być, ale waniliowy polecam.

przepis na krem waniliowy do ciasta:

330ml śmietanki 36%
250g serka mascarpone
1 laska wanilii
cukier według osobistych preferencji

Wlałam śmietankę i serek mascarpone do miski. Wydrążyłam laskę wanilii i dodałam ziarenka do kremu, wsypałam 3 czubate łyżki cukru. Całość zmiksowałam i zostawiłam do przegryzienia.

Masa jest pyszna, ale sama w sobie mdła, więc potrzebuje przełamania w postaci owoców typu maliny/truskawki.

Efekty:

Wizualnie tort wyszedł raczej śmieszny. Wyobraźcie go sobie najeżonego trzydziestoma świeczkami…
Już wiem dlaczego często się mówi, że babcie gotują najlepiej – mają dużo godzin treningów za sobą. Ja gotowanie ćwiczę codziennie, a pieczenie ciast raczej od święta.
Było mi niedobrze od masy zjedzonej w trakcie moich popisów cukierniczych i musiałam sobie zaparzyć miętę do picia. Masy kakaowej wyszło za dużo i musiałam ją wylać. Przy okazji mogłam podziwiać jej majestatyczny wygląd w sedesie… 🙂
Tort schowałam do pudełka, ale oczywiście pudełka nie miałam jak schować przed Drogim Solenizantem, więc efektu zaskoczenia nie było. Chyba, że wyglądem tortu… Zjedzony do połowy prezentuje się o wiele lepiej 🙂

IMG_0204.JPG

Na pewno powtórzę ciasto w wersji biszkopt – krem waniliowy – maliny. Mam mnóstwo ładnych foremek, które tylko leżą i się kurzą. Ilość kremu z przepisu powinna wystarczyć na cały biszkopt z czterech jaj. Następnym razem zważę jajka i pokombinuję z biszkoptem w różnych proporcjach składników. Może kiedyś będę się mogła pochwalić mistrzowskim tortem!

Wszystkiego najlepszego Tomek!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s